Skip to main content
Trzy dni w Krakowie: co naprawdę zrobiliśmy

Trzy dni w Krakowie: co naprawdę zrobiliśmy

Opublikowano:

Piątkowy wieczór — przyjazd

Wylądowaliśmy na lotnisku Balice o 19:00 w czwartek — technicznie wieczór przed trzema dniami. Pociąg z lotniska do Krakowa Głównego odjeżdża co pół godziny, jedzie około 17 minut i kosztuje 18 zł (około 4,30 €). Do 20:00 zameldowaliśmy się w hotelu przy ul. Szpitalnej, pięć minut spacerem od Rynku.

Pierwszego wieczoru prawie nic nie planowaliśmy. Poszliśmy na Rynek Główny i stanęliśmy na jego środku przez chwilę — co polecam jako właściwy sposób na przybycie do Krakowa. Plac jest ogromny — 200 metrów na każdym boku — a o zmierzchu z wieżami Bazyliki Mariackiej oświetlonymi na tle nieba i świecącymi Sukiennicami, jest to prawdziwy moment pierwszego wrażenia.

Jedliśmy poza placem, nie na nim. Recepcjonista w hotelu był wyraźny: restauracje bezpośrednio pod arkadami są w porządku, ale przepłacone. Dwie uliczki dalej znaleźliśmy małą polską restaurację przy ul. Wiślnej z obrusami, ręcznie pisanym menu, żurkiem (kwaśna zupa na zakwasie z jajkiem na twardo i kiełbasą, 18 zł / 4,30 €) i talerzem bigosu wartym podróży. Łącznie obiad dla dwóch osób z piwem: 110 zł (około 26 €). Równoważne jedzenie pod arkadami kosztowałoby 250 zł lub więcej.

Dzień pierwszy: Stare Miasto

Zaczęliśmy wcześnie. Powód był prosty: Zamek Wawelski i Komnaty Królewskie mają ograniczone dzienne przydział biletów i się wyprzedają. Byliśmy przy kasie o 9:05 i bez problemu dostaliśmy bilety na wejście o wyznaczonej godzinie. Do południa te same bilety były wyprzedane.

Kompleks Wawelu jest większy, niż wygląda z zewnątrz. Pierwsza jest Katedra — groby polskich królów w krypcie, złocista Kaplica Zygmuntowska, dzwonnica z Dzwonem Zygmunta (największym w Polsce). Komnaty Królewskie zawierają oryginalne renesansowe arrasy zamówione przez króla Zygmunta Augusta, tkane w Brukseli w XVI w.; 136 z nich przetrwało i mniej więcej połowa jest wystawiana w danym momencie.

Poniżej zamku zeszliśmy na bulwar Wisły. Jest ścieżka biegnąca wzdłuż rzeki na południe od Wawelu, i w ciepły czerwcowy poranek z zamkiem powyżej i rzeką poniżej, było to jedno z milszych 30 minut podróży.

Po obiedzie (Bar Mleczny Centralny, w pobliżu Barbakanu — znowu żurek, plus talerz pierogów ruskich za 14 zł / 3,35 €, łącznie obiad poniżej 35 zł na osobę), spędziliśmy popołudnie w Muzeum Rynku Podziemnego. Zarezerwowaliśmy bilety z pominięciem kolejki poprzedniego wieczoru; kolejka byłaby inaczej znaczna. Wystawa jest podziemna, pod samym rynkiem targowym, i prowadzi przez średniowieczny Kraków za pomocą hologramów i oryginalnych artefaktów handlowych. Jest naprawdę dobra — nie jakość muzeum-pułapki turystycznej, którą można spotkać w podobnych miejscach w niektórych europejskich miastach.

Bilet do Muzeum Rynku Podziemnego z pominięciem kolejki

Późne popołudnie: właściwy spacer wokół parku Plant, zielonego pierścienia biegnącego wzdłuż linii starych średniowiecznych murów. Okrążenie całego obwodu zajmuje około 45 minut, i po dniu zamkniętych przestrzeni i bruku poczuliśmy, że to właściwy sposób na odprężenie. Barbazan — okrągła fortyfikowana brama po północnej stronie starego miasta — to najbardziej fotogeniczna przystan na trasie.

Kolacja: Pod Aniołami przy ul. Grodzkiej. Jest w piwnicy, serwuje tradycyjne polskie jedzenie z naciskiem na grillowane mięsa i zwierzynę, istnieje od lat 60. i jest jednym z tych miejsc, gdzie robi się rezerwację, a nie czeka na wolne miejsce. W sezonie przejściowym rezerwacje można robić tego samego dnia, ale nie latem. Cena jest wyższa niż w barach mlecznych — spodziewaj się 80–120 zł na osobę z napojem — ale warta tego.

Dzień drugi: Kazimierz i Podgórze

To był dzień, który najmniej planowaliśmy i lubiliśmy najbardziej.

Kazimierz w czerwcu jest piękny. Ulice są wystarczająco szerokie na poranne słońce, kawiarnie są małe i traktują kawę poważnie, a tempo jest wolniejsze niż na Starym Mieście. Zaczęliśmy od Starej Synagogi (najstarsza zachowana synagoga w Polsce, teraz oddział Muzeum Historycznego — 18 zł / 4,30 € wejście) i szliśmy na wschód w kierunku ul. Szerokiej, centralnej ulicy historycznego żydowskiego kwartału, gdzie latem pojawiają się zewnętrzne restauracje.

Ul. Szeroka w porannym świetle, zanim dotrą grupy wycieczkowe, to Kazimierz wart zobaczenia. Wróć później, a jest przyjemny, ale zatłoczony; przed 10:00 należy do dzielnicy.

Następnie szliśmy na południe przez Most Podgórski — około 12 minut pieszo — do Podgórza, dzielnicy po drugiej stronie Wisły, gdzie pod nazistowską okupacją ustanowiono wojenne żydowskie getto. Emaliowana fabryka Schindlera jest tutaj, teraz Muzeum Oskara Schindlera, jedno z najbardziej przemyślanie zaprojektowanych muzeów historycznych, jakie odwiedziłem. Główna ekspozycja obejmuje okupację Krakowa przez fotografie, osobiste świadectwa i odtworzone przestrzenie. Zaplanuj dwie do trzech godzin i rezerwuj wejście z wyprzedzeniem: muzeum ogranicza liczbę odwiedzających.

Z Podgórza wróciliśmy przez rzekę i spędziliśmy popołudnie w Kazimierzu. Plac Nowy to robotnicze targowisko w sercu kwartału — w niedziele ma pchli targ, w inne dni rotunda w środku sprzedaje zapiekanki (długie połówki bagietki z serem i różnymi nadzieniami, zamknięte pod grillem). Jedna zapiekanki kosztuje 12–18 zł (2,85–4,30 €) i jest naprawdę smaczna w skromny sposób, który trudno mi artykułować, ale łatwo zjeść.

Popołudnie zakończyliśmy w Café Rekord przy ul. Józefa — espresso i kawałek sernika (polskiego sernika) za około 25 zł (5,95 €) łącznie. Wieczorna scena barów i restauracji w Kazimierzu jest najlepsza w mieście: Alchemia to klasyczny wybór (ciemna, oświetlona świecami, świetny wybór piw), podczas gdy nowsze miejsca z piwem rzemieślniczym przy ul. Brzozowej przyciągają młodszą klientelę.

Dzień trzeci: Wieliczka

Trzeci dzień zarezerwowaliśmy w całości z wyprzedzeniem: Kopalnię Soli w Wieliczce. To był nieobowiązkowy wypad z wizyty.

Wycieczka do Kopalni Soli w Wieliczce z biletem fast-track z Krakowa

Wzięliśmy minibus z wyznaczonego miejsca zbiórki w pobliżu Starego Miasta — zorganizowana wycieczka z transportem. Podróż zajmuje około 30 minut. Sama kopalnia jest niezwykła w sposób, który nie przetrwa na fotografiach. Schodzisz 135 metrów pod ziemię klatką schodową z 800 stopniami (jest winda do góry), a to, co znajdziesz, to sekwencja komór wykutych całkowicie z soli — nie kamienia, soli — przez siedem wieków wydobycia. Centrum jest Kaplica Świętej Kingi: przestrzeń wielkości katedry z solnymi żyrandolami, solnymi rzeźbami scen biblijnych i solnym płaskorzeźbą Ostatniej Wieczerzy. Wszystko — rzeźby, ściany, podłoga, żyrandole — jest zrobione z wydobywanego materiału.

Wycieczka z przewodnikiem trwa około 2,5 godziny. Sól w głębszych komorach smakuje jak morze.

Wróciliśmy do Krakowa wczesnym popołudniem. Pozostałe godziny spędziliśmy na spacerze Traktem Królewskim — ul. Floriańską na północ od Rynku przez Bramę Floriańską i Barbazan — i siedząc w Plantach z kawą z jednego z wózków ustawionych przy bramie w ciepłej pogodzie.

Co zrobilibyśmy inaczej

Niewiele, szczerze. Staralibyśmy się dostać bilety do Muzeum Czartoryskich (w którym mieści się Dama z łasiczką Leonarda da Vinci, jeden z zaledwie 20 zachowanych obrazów Leonarda na świecie, niedawno zwrócony po renowacji) — jest on biletowany, a my nie zaplanowaliśmy z wyprzedzeniem. Zarezerwowalibyśmy czwartą noc, specjalnie na wizytę w Auschwitz-Birkenau, której nie mieliśmy czasu zrealizować.

Trzy dni w Krakowie to bardzo dobry krótki wypad. To nie całkiem wystarczy, żeby zobaczyć wszystko — miasto ma na to za dużo głębi — ale wystarczy, by zrozumieć, dlaczego ludzie wracają.

Pełny trzydniowy plan Krakowa zawiera harmonogram godzinowy, a czterodniowa wersja dla tych, którzy mają dodatkowy dzień na Auschwitz. Rekomendacje restauracji według dzielnicy znajdziesz w przewodniku kulinarnym.